6/10 Wszystko-co-mu-się-pod-rękę-nawinęło


Wychodzicie z domu na otwartą przestrzeń i nagle czujecie dziwny zapach. Zapach to delikatnie powiedziane. Czujecie po prostu smród, bo Wasz sąsiad akurat zaczął ładować do pieca wszystko-co-mu-się-pod-rękę-nawinęło zamiast normalnego drewna. Albo widzicie, że z jego komina wali czarny dym spalanego węgla, czego ubocznymi efektami są: tzw. niska emisja CO2, zanieczyszczone niebo i zakurzone szyby w mieszkaniach.

Napisała do nas o tym Maria. „Chciałabym poruszyć kwestię spalania ,,śmieci ” w piecach. Z niektórych domó , a zwłaszcza moich sąsiadów wydobywa się czarny dym z jakby spalonych opon!!! Popołudniami, jak się idzie ulicami, czuć co ludzie spalają w piecach. Wdychamy to wszyscy. Jak temu zaradzić ? Komu to można zgłosić?” – pyta nasza Czytelniczka.

Podpowiedź znaleźliśmy pod Bydgoszczą, konkretnie w gminie Białe Błota. To miejscowość, która jest sypialnią dla mieszkańców, którzy pracują w stolicy województwa kujawsko-pomorskiego. Lokalni samorządowcy takim praktykom postanowili powiedzieć „stop”. Ale nie chcą na razie używać kija, dają raczej marchewkę.

Tamtejszy magistrat, żeby mieć dane czarno na białym, zlecił zimowe badania powietrza i niedawno przedstawił jego wyniki mieszkańcom. Oto fragment komunikatu: „Stwierdzono 12,9 ng/m3 benzo(a) pirenu w naszym powietrzu w okresie zimowym, podczas gdy dopuszczalne stężenie wynosi 1 ng/m3! Benzo(a)piren jest wynikiem niecałkowitego spalania związków nieorganicznych w naszych piecach. Stąd wyraźnie widać, że palimy wszystko co się nadaje i co się nie nadaje do palenia. Tak wysokie stężenie benzo(a)pirenu w powietrzu jest również wynikiem emisji spalin samochodowych.

Drugim niebezpiecznym zanieczyszczeniem jest arsen. Stwierdzono 7 ng/m3 arsenu w naszym powietrzu w okresie zimowym, podczas gdy dopuszczalne stężenie wynosi 6 ng/m3. Również to zanieczyszczenie jest wynikiem spalania węgla w naszych piecach. Arsen może też się uwalniać w czasie spalania roślin” – czytamy w dokumencie.

Białe Błota nie przechodzą nad tym do porządku dziennego i nie czekają z założonymi rękami. Samorządowcy utworzyli Gminny Fundusz Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej. Jego przedstawiciele zachęcają do przechodzenia na ekologiczne formy ogrzewania domów. Nie tylko dobrym słowem, ale także solidnym zastrzykiem pieniędzy. Gmina jest gotowa pokryć 30 proc. kosztów zakupu ekologicznego urządzenia (maksymalnie 2 tys. zł). Stad w głowie od razu rodzi się pytanie – czy coś takiego nie mogłoby powstać w Markach?

Na tym nie koniec proekologicznych pomysłów samorządowców Białych Błot. Inwestorzy, którzy zapuszczają korzenie w podbydgoskiej gminie, otrzymują decyzję warunków zabudowy, w której precyzuje się, że: „zaopatrzenie w energię cieplną powinno pochodzić ze źródeł o niskiej zawartości siarki takich jak kocioł i zbiornik gazowy, olejowy, na biomasę, biopaliwa, pompy cieplne, kolektory słoneczne oraz źródła energii elektrycznej”.

Wreszcie samorząd grozi paluszkiem tym, którzy niczym się nie przejmują, palą czym-się-da i kopcą na potęgę. „Urząd Gminy już teraz zapowiada, że będą przeprowadzane kontrole w zakresie zanieczyszczania powietrza produktami spalania, a w przypadku nieprawidłowości będą nakładane kary administracyjne”- czytamy w komunikacie.

Jeśli te zapowiedzi rzeczywiście są wdrażane w życie, mam szacunek dla tamtejszych władz. Bo przecież będą wlepiać kary w okresie przedwyborczym…A może to właśnie przyniesie im większe poparcie?

Tadeusz_1972

  1. #1 przez Robert dnia 22.02.2010 - 8:55

    Inicjatywa samorządowców piękna i szlachetna, lecz w warunkach Mareckich raczej nie do zaszczepienie. Powód prozaiczny – brak środków. Wobec braku marchewki proponuję rozwiązanie za pomocą kijka – mandaty dla trucicieli naszych dzieci. I to wysokie. Dość pobłażania dla śmierdzieli emitujących ze swych kominów całą tablicą mendelejewa! Powiem wprost – skład materiałów budowlanych przy ul. Ząbkowskiej. Mieszkający tam pracownik systematycznie spala wszelkiej maści pozostałości po materiałach budowlanych – folie, opakowania. To widać i czuć, nie trzeba eksperta z ministerstwa ochrony środowiska, tylko policjanta z bloczkiem mandatowym.

(nie będzie widoczne)