nr 2/09 „Tych meneli też biorę do roboty”


- Lata 2002-2003 pobyt w MONARZE. Głosków?

- Nie, … Byłem tam może ze dwa dni. Ale tak trzeba pisać, że się leczyłem.

- Nic nie rozumiem.

- Normalnie, chciałem dostać mniejszy wyrok i stąd te papiery, leczenia. Bzdura, tylko sobie zaszkodziłem.

Szkoda. Miałam nadzieję na jakąś konfrontację z doświadczeniami Wanata.

- Panie Bolesławie, historia niezwykła. Wychowanie w pełnej, niekaranej rodzinie, wykształcone rodzeństwo, a pana życie…

- Pokręcone?

- Sama nie wiem, jak to określić. Dlaczego tutaj pan mieszka?

- No tu mam rodzinę.

- Żona? Dzieci?

- Dzieci tak, ale z nią nie mam ślubu.

- Zamierzają państwo się pobrać?

- A po co mi to potrzebne? Już jedną żonę miałem. Zresztą wszyscy tu tak żyją. Co to zmieni?

Nie odpowiem, niestety.

- Zarabiam i nie piję. A ona niech siedzi w domu i wszystkiego tu pilnuje. Dobrze jest, nie trzeba zmieniać.

- I wyprowadzki państwo nie planują? Warunki do wychowywania dzieci raczej nieciekawe…

- Dajemy radę. Jak jestem w domu, przynoszę wodę, ale jak w robocie, sama musi sobie radzić. Przez to, że tak tu mało miejsca, cieplej mamy. A na piec nie narzekam. Wszystko sam robiłem – rigipsy, okno, cały przedpokój to była rudera. Jak wyszłem z więźnia, to tu był płacz i zgrzytanie zębów. Teraz trochę wszystko zmieniam. Fotel, na którym pani siedzi, też sam przyniosłem. Nawieźli ostatnio gratów, nie wiem kto. Zostawili i pojechali. A wszystko się rzuciło jak dzikie. Bo tu sama hołota mieszka.

- Nie utożsamia się pan ze środowiskiem. Zapiszę.

- A z kim tu się utożsamiać… Same pijaki.

- Nie uważa się pan za alkoholika. A inne nałogi?

- No palę, ale teraz to wszyscy palą.

- Nie wszyscy. Na szczęście.

- Pani urzędniczka taka świętoszka. Ale takich ludzi mało. Chyba że w kościołach mohery. Za młoda pani na takie myślenie jak stara. No no, niech się pani nie obraża. Naddrażliwe wszystkie jesteście.

- Gdzie pan pracuje?

- U siebie. Ocieplam budynki. Szkołę skończyłem dla glazurników, ale kolega mnie poduczył tej roboty i to lepiej się opłaca. Mam trochę zleceń i szukam następne.

- Ale jakąś działalność pan zarejestrował?

- Bliżej wiosny. Teraz nie ma po co, bo każdy miesiąc zajęcie mam i po urzędach się nie będę włóczył.

- Dopóki życzliwy sąsiad nie poinformuje kogo trzeba.

- A tam. Tych meneli też biorę do roboty. Niektórzy się nadają, ale im mówię – idziesz pić, to już mi tu nie wracaj. Wstydu kupa potem.

- Słuchają?

- Niektóre tak. Czasem i cały dzień wytrzymują. Tylko jak wracamy, to już się drą, żeby pod sklepem stanąć. Oni nie mogą mieć piniędzy. Nic nie odłożą, babom nie dadzą, przepiją. Pani się tak nie lituje, to żule, nic nie mają i mieć nie będą. Ja coś mam, ale robię i nie piję. Z nimi tak się nie da. Chałupy, baby i bachory sprzedadzą za dynx.

- Pytał ich pan, dlaczego piją?

- Z nudów. Pracy nie znajdą, bo kto ich weźmie. Babom nie pomagają, wszystkie same wodę noszą, co zasiłku dostaną, to dzieciom coś kupią. I tyle. Ale też głupie. Bo jeść dają i z domu nie wyganiają, jak pijany wraca.

- Może się boją samotności…

- Ale co im taki menel może dać? W mordę co najwyżej, jak mu zrobi awanturę. Albo jak mu nie da. A potem pani tu przyjdzie i też nic nie poradzi.

- Na razie poprzychodzę do pana. I to tak przez trzy lata, cieszy się pan?

- Ja nic od nikogo nie chcę. Sam sobie dam radę. Nade mną nie musi się pani litować, a że przychodzić – no trudno. Ale miła pani, to sobie pogadamy.

- Żyjąc w tym miejscu, powinien pan w okresie próby szczególnie na siebie uważać. Z tego, co pan mówi, wynika, że nie ufa pan sąsiadom. Zastanawiam się tylko, dlaczego pan bierze ich do pracy. Daje im pan szansę, pokazuje, że można inaczej, niż tak jak żyją.

- Bo niektóre z nich robić umią, i to dobrze, zwinnie. Tylko chlają potem i to się nie zmieni. Szczególnie teraz, gdy zima. Bliżej wiosny to z jeden się zaszyje, inny jeszcze coś tam złapie na krótki okres.

- A tak na dziś, teraz. Co można zrobić?

- Eh… Śpieszy się pani? Baśka, chodź no. Dawaj te wódke, co stoi w lodówce!

Aleksandra Nizioł

  1. Brak komentarzy, jeszcze.
(nie będzie widoczne)