nr 2/09 PASTERKA


NARÓD KROCZĄCY W CIEMNOŚCIACH UJRZAŁ ŚWIATŁOŚĆ WIELKĄ;

NAD MIESZKAŃCAMI KRAJU MROKÓW ŚWIATŁO ZABŁYSŁO.

IZ 9,1

Ten zapach jest nie do wytrzymania. Jak można się tak perfumować… myć się, a nie pachnić! Pfu! Nie ma gdzie stanąć, przesunęłabym się, ale ścisk, że job twoja mać. Oj, mogliby już zacząć. Człowiek się napracował, poszedłby spać. Aby tylko nie przedłużał kazania. No nic, jakoś wytrzymam. Tylko niech trochę powietrza złapię. O, jeszcze włażą. No trudno, ale chociaż zimno wejdzie, świeżo, nabrać tchu mogę. Może nie zasnę i nie osłabnę. Cały dzień na nogach. Dziewczyny trochę pomogły, ale młode, to gdzie tam do takiej pracy. Lepienie pierogów i zabijanie karpia. One takie modystki, paznokcie pomalują, i to ładnie. Ale zawijanie uszek, oj się uśmiałam. Dwie lewe ręce. Nic to, kiedyś się nauczą. Też byłam młoda i od gotowania uciekałam. Jak szybko minęło… Zaraz będzie Dobry Jezu, a nasz Panie, zanim się obejrzę… Dobrze żyłam, ludziom krzywdy nie zrobiłam. Starego karmiłam i krzyczałam, żeby się odziewał, czapkę nosił. Dzieci wychowałam, jak umiałam. Ale co komu potem, jakie miejsce będzie dane. Aby tylko nie bolało. I nie pachło tak mocno jak teraz. To piekło musi być! Jak nie ma gdzie stanąć, bo ciasnota, baby wypachnione i powietrza brak. I swoich nie można zobaczyć. Jak żyją, co robią. Czy dobre ludzie z nich, czy mają co jeść. No ale może jakoś się dowiem. Całe życie o nich myślałam, wszystko dla nich, to może i potem mnie nie zostawią. Jakoś się znajdziemy.

- Tu jest wolne, proszę sobie usiąść.

- O, dziękuję ci dziecko. Nie wiem, czy bym wystała do końca.

- Nie ma sprawy, mnie będzie łatwiej.

Mam nadzieję. To chyba najczęściej sobie powtarzam. I tak kolejny rok. Może w 2008, potem 2009. I nic. Tkwię w martwym punkcie. Jestem martwym punktem. Nie potrafię podjąć decyzji. Nie chcę być sama, nie poradzę sobie z  dziećmi. Ta dzisiejsza szopka przy stole… I oczywiście jestem wszystkiemu winna, bo synek jest idealny. To ja mam romans, to ja pachnę inną kobietą. To ja. Zawsze ja. Dobrze, że chociaż położył dzieci spać. A mamusia łaskawie z nimi została. Stoi obok mnie obcy człowiek. Wieje od niego chłodem. Powietrze wdzierające się przez otwierane drzwi to przy tym żar tropików. Nie mam siły. Porozmawiam z nim, jak wrócimy. Wejdę wolna w Nowy Rok. Tak, tak zrobię. Patrzy na mnie figurka Maryi. Żona Pawłowa – posłuszna mężowi. Ona miała dobrze, to mogła się słuchać. Pracował, z Mariami Magdalenami się nie zadawał. Nie ma dziś Józefów. Są tylko pogwizdujący robole. Albo pseudointeligencja jak mój mąż, profesorek.

- Czy może mnie pani przepuścić, chciałam dziecku pokazać żłóbek.

- Proszę, chociaż będzie trudno w tym ścisku.

- Nie poszedł spać, specjalnie, żeby być na Pasterce. Urwis, ale do kościoła o tej porze to pierwszy.

- Sąsiadko, może księdzem będzie!

- A co też pan opowiada. Mam dwóch synów, próbowali. Ciężki kawałek chleba.

- Ano kobita to jednak kobita. Chociaż i to diabeł zesłał.

Postarzała się, kiedyś była ładniejsza. Moja też. A teraz śpi. Obżarła się i do łóżka. Sam tu muszę siedzieć. Twarde te ławki kupili. Ich fotele ładne, miękkie. A owieczki niech się męczą. Eh, siedziało mi się wygodnie, tylko jak byłem ministrantem. Ładnie czytałem, najładniej! Chwalili mnie, a matka z ojcem zawsze w pierwszej ławce, słuchali. Ciekawe, co z nimi teraz. Może mnie widzą? Chyba nie. Ksiądz powiedział na spowiedzi, że wszystko kiedyś wyjdzie na światło. Pan Jezus tak mówił. A co oni tam wiedzą. Straszą i straszą. I taki człowiek zastraszony i zmęczony cały czas. Oj, za dużo tego wszystkiego, niedobrze mi teraz. Ale takie dobre było, chciałem popróbować tylko i mam za swoje. Co roku to samo. Tylu ludzi, a zimno. Człowiek by przylgnął do jakiejś piersi, od razu by się cieplej zrobiło. O, ten młody Zbyszków to ma dobrze. Przyprowadził dziewczynę i mszą już mało zajęty będzie. Tak, to by stali i się gzili na dworze, ale mróz ścisnął. No kiedy to się zacznie…

- Spójrz, Wojtusiu. Święta rodzina, pasterze, zwierzątka.

- Babciu, temu Panu Jezusowi nie jest zimno? Cały jest goły!

- Spytamy księdza, czy można Go okryć siankiem. Ale to po mszy, dobrze? Pójdziesz ze mną?

- Pójdę. A teraz mogę Mu dać rękawiczki. Mam ciepło w kieszeniach, zagrzałem sobie przez drogę.

- Myślę, że się teraz do ciebie uśmiecha.

- A tu coś pisze, przeczytaj mi!

- A to już chyba pytanie do starszych. Czy chcesz mieć dziecko?*

* Autorem pytania jest ks. Piotr Pawlukiewicz. Pochodzi z fragmentu książki “Kazania radiowe 1999-2002″.

Aleksandra Nizioł

  1. #1 przez Paweł Jaczewski dnia 22.12.2009 - 22:32

    Mam pytanie do autorki, jestem fanem księdza Pawlukiewicza, ale chyba na końcu wdarł się błąd – książką Kazania Radiowe faktycznie, ale chyba 1992 – 2002. Nota bene właśnie czytam tą książkę jestem w 2/3 i jeszcze na ten fragment nie trafiłem, chyba, że nieuważnie czytam, albo po prostu on jest dalej.

  2. #2 przez Aleksandra Nizioł dnia 28.12.2009 - 0:22

    Witam czytelnika i bardzo dziękuję za trafną uwagę. Istotnie, książka nosi tytuł “Kazania radiowe 1992-2002″, dalsze dane bibliograficzne: Oficyna Wydawnicza Liberton, Warszawa 2002. Natomiast pytanie pochodzi z kazania oznaczonego następująco: 4 niedziela adwentu, – rok C,Czytania: Mi5, 1-4a, Hbr 10, 5-10, Lk 1, 39-45. Pozdrawiam i życzę, by słowo wypowiadane przez ks. Pawlukiewicza także stało się ciałem. :)

(nie będzie widoczne)