Dziennik i Nocnik na wakacje


Po lekturze dzienników klasyków: Gombrowicza, Dąbrowskiej, Mętraka, a ostatnio Iwaszkiewicza, którzy odsłaniali skórę epok i osobowości, ale czasów już minionych, zakurzonych, i spraw, jakimi jesteśmy nasyceni, z apetytem właściwym dla obcowania z nowością spędziłem kilka nocy z dziennikami bliskimi czasowo i myślowo, a nade wszystko z dziennikami autorów żyjących. To oczywiście wielkie ryzyko publikować za życia „nocnik” lub dziennik swoich osobistych spraw, dotyczący bliskich, najbliższych, gdzie szczerość może być amunicją, bombą lub petardą. Jaka jest to jednak adrenalina, ile tu smaczków!

Bohaterowie tych książek chodzą przecież między nami i jakże żywo reagują, mają tę możliwość i prawo do tego. „Monografia grzechów. Z dziennika 1978-1989” Krystyny Kofty (wyd. W.A.B., Warszawa 2006) i „Nocnik. 27.11.2007-27.11.2008” Andrzeja Żuławskiego (Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2010). Ona i on. Dwie silne osobowości niedające sobą kierować, niepodlegające wpływom, pielęgnujące swoją niezależność twórczą i indywidualną. Ona – Krystyna Kofta, pisarka, mieszkanka Zacisza na Targówku w Warszawie, matka, żona, kochanka – kolejność przypadkowa, a także pasjonatka prac ogrodowych, mnożąca przydomową zieleń. On – Andrzej Żuławski, pisarz, reżyser, oryginał wyzwolony z konwenansów i konwencji, pełen pasji komentator rzeczywistości współczesnej, z równym zaangażowaniem ukazujący własne życie osobiste, dialogujący z twórcami nie tylko filmu, pisarzami, którzy odwiedzają go w realu, jak również poprzez lektury. Oboje spragnieni wyzwolenia – Kofta z reżimu komuny, Żuławski – z sieci mediów, tabloidów – to nowy reżim, jeszcze gorszy.

W życiu każdego z nich, a także w ich domach, dzieje się mnóstwo w sferze relacji, emocji, twórczości – wszystko to odnajduje swoje odzwierciedlenie na kartach dziennika. Zarówno ona, jak i on nie wstrzymują się od komentarzy swoich intymnych przeżyć i doświadczeń. Wynika z tego wielka gratka, a autorów należy podziwiać za odwagę – będą się przecież spotykać z reakcjami odbiorców, czytać o sobie recenzje w prasie i w sieci, słuchać analiz swoich osobistych spraw w mediach, a nie tylko tych na temat sztuki, literatury, którą uprawiają. Użytkownicy komunikacji miejskiej spotykają się z sytuacją, gdy sąsiadujący pasażerowie czytają sobie przez ramię tabloidy i komentują wydarzenia. Kto kogo zmienił na nowszy model, komu znów nie wyszedł obiad i został złapany na konsumpcji pizzy, kto złamał obcas podczas gali wręczenia nagród.

Ale to nie w tych książkach. Tu idzie o coś ważniejszego. To są dzienniki poruszające, niekiedy bulwersujące, ale są serio… To jest prawdziwe życie, prawdziwy ból. Życie innych, a celebrytów szczególnie, choć już nie jest tabu, wciąga i ciekawi bardziej niż własne. Zamiast plotek polecam spotkanie z autokreacją i szczerością na przemian. Tym bardziej, że oboje autorzy – tak Kofta, jak i Żuławski – mają wspólny mianownik. Niosą ich fale wnikliwej analizy otoczenia społecznego, a także siebie samych. Niepokój ducha, który jest związany z twórczością, jest nie mniejszy od niepokojów ciała, który również opisują. Wielka przygoda – że jesteśmy zaproszeni do ich życia w taki właśnie sposób. Szacun za odwagę, że nie musieliśmy czekać 50 lat!

Bogdan Falicki

Komentarze nie są dozwolone.