I stało się. 8 listopada urodziła nam się córeczka. Oczywiście chciałem jak najszybciej zabrać Mamę i Joasię do domu. Szczęśliwy dzień nadszedł w piątek 13 listopada. Wieczorem tego dnia wróciliśmy do domu. Jak to nowo upieczony ojciec zapomniałem o paru rzeczach, tych ważniejszych i tych mniej ważnych. W sobotę rano okazało się, że dieta dla mam karmiących jest dość restrykcyjna. Moja żona Magda, znany w okolicy łasuch, ma bardzo ograniczony wybór potraw. I do tego jeszcze trzeba coś przyrządzić, a po tygodniu spędzonym trochę w domu, trochę w szpitalu – doprowadziłem domowe zapasy, w tym lodówkę do spustoszenia.
Kiedy tylko doszedłem do siebie po pierwszej nieprzespanej nocy, szybko popędziłem do sklepu. Zakupiłem prowiant na obiad, zostawiłem w domu i popędziłem po kolejne zakupy. Po powrocie do domu zaskoczyła mnie bardzo miła niespodzianka. Nie tylko nie musiałem gotować żadnego obiadu, ale czekały na mnie aż trzy! Pierwszy obiad przygotowała moja małżonka, której wizja śmierci z zagłodzenia szybko wróciła siły po porodzie. Kolejne dwa obiady przygotowały dla nas niezastąpione sąsiadki. Pierwsza z sąsiadek, mając świadomość jak ciężkie są pierwsze dni po porodzie i powrót do domu, postarała się, żebyśmy w tym pierwszym dniu nie umarli z głodu. Przyznaje, byłem wielce zaskoczony i bardzo zbudowany tym, jak można liczyć na sąsiadów. Ale na tym dzień się nie zakończył, pół godziny po pierwszej wizycie, pojawiła się druga sąsiadka, również ze specjalnie dla nas przygotowanym „dietetycznym” obiadem na powitanie nas i naszego maleństwa.
To, co nas spotkało, było dla mnie wielkim, pozytywnym zaskoczeniem. Od momentu, kiedy przeprowadziłem się do Pustelnika, uważałem, że mam fajnych sąsiadów. Ale tamta sobota przerosła moje najśmielsze oczekiwania. Po raz kolejny przekonałem się, że przeprowadzka właśnie do Marek, do Pustelnika to była świetna decyzja.
Aniu, Aneto – to skarb mieć takich sąsiadów jak Wy. Bardzo Wam dziękujemy!!!
Magda i Szczepan Ostasz

Wczytywanie...







Najnowsze komentarze